Piękne jest pieskie życie, przynajmniej moje od pewnego czasu. Rano budzę się. Moja pani wypuszcza mnie do ogrodu. Przespaceruję się po pięknym ogrodzie. Usunę z organizmu wodę wypitą wieczorem i wracam. Zastaję miskę pełną karmy, czasem dostanę jakiś smakołyk. Po chwili pani wychodzi, zapewne na ,,polowanie”, bo po jakimś czasie wraca z upolowanym jedzeniem 🙂. Ja w tym czasie kładę się do łóżka mojej pani, chowam nos pod poduszkę i rozkoszuję się jej zapachem… Potem pani wraca, bierze smycz i idziemy na długi spacer. Piękne jest pieskie życia…
Przypominam sobie jeden z pierwszych moich spacerów do pobliskiego parku. Pani jeszcze nie wiedziała, że nie mogę chodzić bez smyczy, więc biegam z nowo poznanym kolegą, obwąchując różne krzaki i słupy w poszukiwaniu nowych znajomości. Nagle podchodzi do nas ogromny pies… Ja i mój kolega mamy w kłębie prawie 20 cm, a ten pewnie około metra… Pani przerażona, że zostanę zaraz zjedzony, jakby psy myślały tylko o tym, by się pozjadać nawzajem, a ja widzę mowę ciała dużego, który jest przestraszony. Spuszczone uszy, podwinięty ogon. Dla pewności wsadzam nos pod skulony ogon i czuję adrenalinę. Pani tego nie widzi i nie czuje, więc biegnie w moim kierunku i coś krzyczy. Pytam Dużego jak się nazywa… Ups… Przepraszam… Zapomniałem powiedzieć jak się nazywam, ale po kolei. Tu mała dygresja. Psy oprócz wielu pozytywnych cech mają jedną szczególną. Otóż szybko zapamiętują swoje imię i lubią poznawać imiona innych napotkanych psów. Więc pytam Dużego jak się nazywa, a on spuszcza nisko głowę i cicho mówi, że nazywa się Bobek… A my z kolegą w ryk… Taki duży i nazywa się Bobek. Ha, ha, ha… „A ty jak się nazywasz?” – pyta ten 100-centymetrowy w kłębie Bobek. Ja wyprężam klatę, stroszę uszy, podnoszę ogon i dumnie mówię „nazywam się Piksel…”. Żebyście widzieli jak mu kopara opadła do samej ziemi. Podkulił jeszcze bardziej ogon pod siebie i uciekł. Pani podbiegła, zapięła smycz i wróciliśmy do domu…
Skąd to piękne imię zapewne zapytacie. Otóż poprzednie moje opiekunki, takie fajne dziewczyny z Trzebnickiego Klubu Psa, które opiekują się bezdomnymi psami lubią oglądać, oczywiście nie wiem po co, takie kolorowe ekrany. Na tych ekranach pojawiają się różne obrazy. Obrazy powstają przez świecenie takich małych punkcików, a ten jeden punkcik zgadnijcie jak się nazywa? Macie rację. Nazywa się „piksel”… I stąd takie moje imię. Fajne co?
No to wiecie o mnie prawie wszystko. Właśnie w tej chwili pani kładzie się do łóżka, a ja leżę cichutko pod nim. Jak pani zaśnie wskoczę do niej. Ułożę się obok, tak byśmy się plecami dotykali. Pani się obudzi na chwilę, pogłaszcze mnie i powie „kochany piesek”. Potem zaśniemy… Zaśniemy razem… Bo my zostaliśmy stworzeni dla siebie… Trochę szkoda, że nie poznaliśmy się wcześniej, ale trudno… Psy, podobnie jak ludzie, nie mogą mieć w życiu wszystkiego… Dobrej nocy…

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.