Nazywam się Ebi. Mam takie proste psie imię. Łatwe do zapamiętania dla takiego pieska jak ja. Jestem mały, mam czarne futerko. Szybko biegam, wszystkich lubię. Chyba dlatego, że wszystkich lubię zostałem wyrzucony. Nie umiałem przypilnować domu, ogrodu, samochodu przed niepożądanymi gośćmi. Nie odgonię dużych psów. Po co komu taki nieużyteczny pies.
Pewnego dnia brama ogrodzenia mojego domu została zamknięta, a ja usiadłem po drugiej stronie. Piszczałem, skakałem na siatkę, szukałem jakieś dziury. Chciałem wrócić, ale nikt mnie nie chciał. Odszedłem. Podbiegałem do różnych ludzi na swojej psiej drodze, ale nikt na mnie nie zwracał uwagi. Wreszcie ktoś do mnie podszedł. Jego mowa ciała wskazywała, że lubi psy. Kucnął i pogłaskał. Nie bał się mnie, a ja go delikatnie polizałem. Merdałem ogonkiem, cieszyłem się… Zaopiekuj się mną – pokazywałem całym sobą. Człowiek był dobry i nie zostawił mnie. Czułem, że kocha zwierzęta, a szczególnie psy. Zostałem przywieziony po opiekę Trzebnickiego Klubu Psa. Zamieszkałem ze swoim kolegą Antkiem w małym kojcu. Kolega trochę większy ode mnie, też czarny, ale jakiś inny- chyba nic nie widział. Dostawaliśmy razem karmę, ale Antek zanim znalazł miskę, ja już wszystko zjadłem. Może to trochę nieładne, ale u psów tak już jest… U ludzi czasem podobnie…
Wreszcie stało się coś dziwnego. Ktoś wziął mnie na ręce, wsadził do samochodu i pojechaliśmy jak się okazało do mojego nowego domu. Jaka wielka była moja radość. Piękny ogród, ogrodzony, bezpieczny, a w nim na fotelu starsza pani. Uśmiechała się pokazując śnieżno-białe zęby. Już wiedziałem, że jak człowiek pokazuje zęby to znaczy, że się cieszy… U psów jest odwrotnie… Nowa pani wzięła mnie na ręce, przytuliła i już wiedziałem, że tu zostanę na zawsze. Tu będę żył, cieszył swoją radością nową panią. Tu będziemy się starzeć… Będziemy się kochać – ja psią, a pani ludzką miłością…

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.